Zagłada

Zagłada mszańskich Żydów dokonała się przede wszystkim poprzez zbiorowe egzekucje przeprowadzone wiosną i latem 1942 r. oraz kilka-kilkanaście innych, o mniejszym co do ilości Ofiar wymiarze, w których jednak także zginęło ich co najmniej kilkadziesiąt. W zasadzie jedynie pojedyncze osoby trafiły do różnych obozów, i – paradoksalnie - właśnie niektórym z nich udało się przeżyć. Ocalały także w większości rodziny, które szukały ratunku na wschodzie. Przeszły gehennę, ale niemal wszystkie przeżyły. Wiemy jedynie o dwóch tamtejszych Ofiarach: Eleonorze Streimer, wykończonej pracą nad siły przy wyrębie lasów pod Archangielskiem oraz córeczce Idy i Hirscha Rebhunów, Jocheved Mirl, która zmarła na tyfus na Syberii.

 

Początek II wojny światowej i okupacji

Niemcy do Mszany Dolnej wkroczyli już 3.09.1939 r. Spalili „Schmidtówkę” przy moście na Krupciówce, - dom i pensjonat należący do rodziny ostatniego przewodniczącego Judenratu. Od razu zaczęły się represje i prześladowania, które w pierwszym rzędzie dotyczyły ludności żydowskiej; to prolog ich drogi przez mękę. Żydów dotknęły dużo sroższe, niż katolickich mieszkańców, represje. Zarekwirowano im sklepy i zakłady, zablokowano konta bankowe i niemal z dnia na dzień zostali bez środków do życia. Zaczął się głód i poniewierka. Codziennie zmuszani byli do niewolniczej pracy, bici, poniżani, ograbiani dosłownie z wszystkiego. Burgermeister Gelb, volksdojcz, kat Mszany wespół z esesmanami z Nowego Sącza pod dowództwem Heinricha Hamanna, zgotowali im prawdziwe piekło. Aleksander Kalczyński tak wspomina ten czas: „Niemcy, natychmiast po wkroczeniu do Mszany, zastosowali represje wobec ludności, a szczególnie Żydów. Często słyszało się „Die echte galizische Juden” i z tymi słowami obcinali pejsy i brody wystraszonym Żydom. Zaraz też zorganizowali kolumnę roboczą do naprawy drogi złożoną wyłącznie z Żydów, bijąc pejczami i drągami nienawykłych do pracy fizycznej poganiali „Schnell, schnell!”. A poza tym rabowali składy, sklepy, mieszkania (…). Stary Stern zrzekł się wójtostwa Gminy Żydowskiej na rzecz Joska Turnera, który zresztą niedługo potem został aresztowany i wywieziony do Nowego Sącza, gdzie zginął z rąk oprawców. Na jego miejsce wybrano Dudka Langsama. W tym okresie przyszedł do władzy osławiony „Bürgermeister” Gelb, który za wszelką cenę chciał zrobić duży majątek toteż „prawem i lewem” wyciskał na Żydach okup w postaci dolarów, złota, biżuterii.” „Gelb codziennie kierował żydowskie kolumny robocze do różnych prac. Między innymi do budowy drogi i ośrodka zarybieniowego.(…) Często przed wyruszeniem kolumn do pracy Gelb zarządzał męczącą gimnastykę, zmuszając ludzi do przysiadów, padnięć i jego sławnych „rollen”. Kto padł z wyczerpania, tego kazał oblać wodą (…).Osobliwością na miarę krajową w Mszanie były żółte pasy – szmaty, którymi musieli się obwiązywać Żydzi. Był to pomysł Gelba. Po roku zastąpiono pasy gwiazdą Dawida obowiązującą w całej Guberni. Mieszkania żydowskie były przeludnione uciekinierami z innych miast. Pomimo tego Gelb skonfiskował kilkanaście mieszkań dla swych pupili zagęszczając pozostałe nieprawdopodobnie. Prawie wszyscy Żydzi mszańscy wyemancypowali się w ten sposób, że zgolili brody, pejsy, pragnąc uniknąć stałych szykan ze strony Niemców, którzy wciąż mieli uciechę mogąc ponaigrywać się z bezbronnych. Dla nich Gelb utworzył „teatr żydowski”, tj. ściągnął po kilku chorych starców z łóżek, którzy nigdzie nie wychodzili z domów, więc zachowali brody i pejsy. Kazał im ubranym w czarne chałaty, białe pończochy, jarmułki, lisice, tańczyć i śpiewać przed panami Niemcami, zazwyczaj pijanymi i rozbawionymi” s.225-240.pdf (malopolska.org) Także inni świadkowie potwierdzają te relacje. Abraham Borger pisze: „Ludność żydowska żyła w skrajnej nędzy, nie wolno było kupować ani sprzedawać niczego, bo burmistrz tamtejszy, volksdeutsch Gelb wraz z polska policją miejscową prześladowali ich”(zeznania z 19.04.1946 r.) „Obrabowani ze wszystkiego - cierpieli nędzę, głód. Dzieci ich drobne, chore, żebrały po domach prosząc o kawałek chleba” (A.Kalczyński „Mszana Dolna w pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej, maszynopis). „Żydzi zostali wyłączeni, traktowani byli okropnie. Tłukli kamienie na ulicy, w słońcu, w deszczu, w zimie. Niemcy, którzy ich pilnowali, nie szczędzili batów. Przechodząc koło pracujących Żydów nieraz widziałyśmy ich wyciągnięte ręce i oczy, błagające o jakiś kęs. Czasem, gdy Niemiec nie widział, „upuszczałyśmy” zawiniątko z plackiem. Nic to jednak nie znaczyło, bo oni byli po prostu głodzeni” (Maria Repelewicz, zd. Antosz). Pani Dora Zins wspomina głód i poniżanie, także przez jedną z mieszkanek Mszany Dolnej: „Jak śmiesz w ogóle odzywać się do mnie, skoro jesteś Żydówką?!” wykrzyczała jej mamie, upominającej się o zwrot długu. Kalczyński opisuje, jak w pierwszych dniach wojny Niemcy zmuszali Żydówki, by myły im auta. A także: „z boków drogi nasi mszańscy Żydzi wyrównywali dziury łopatami, napędzani do tej pracy kijami przez hitlerowców. Z jednego auta wyskoczył młody Niemiec i łapiąc Żydów, obcinał im pejsy”. Już w listopadzie 1939 r. usunięto ze szkół żydowskich uczniów. Pojawił się także zakaz swobodnego przemieszczania się Żydów ulicami Mszany Dolnej, a w obrębie Rynku utworzono otwarte getto. Takie na pozór drobne wobec późniejszych mordów zdarzenia pokazują, jak czuła się po wkroczeniu do Polski „rasa panów” i jak uważała za stosowne traktować „podludzi”.

Pierwsze Ofiary

Już w pierwszym dniu wojny, wedle relacji Dory Zins, na cmentarzu żydowskim w Mszanie Dolnej  miał zginąć Elimelech syn Jakowa Neifelda, pochodzącego z Chrzanowa. To jedyna wzmianka na ten temat, nie potwierdzona przez nikogo innego, ale nie mamy powodu by ją podważać. Brak jednak informacji o okolicznościach tej śmierci. 

Kolejną zamordowaną osobą, którą znamy z nazwiska, był Dawid Scharf: „Wzięto niewinnego obywatela, Dawida Scharfa, lat ok.35, zaprowadzono na cmentarz polski i tam zastrzelono” (Abraham Borger). Miało to być w listopadzie 1939 r. Tę śmierć wspominała także Dora Zins, mówiąc o zastrzeleniu jesienią na cmentarzu syna Nechy Scharf. 

Egzekucja na Zarabiu, wrzesień 1939 r.

Pierwszy zbiorowy mord na Żydach w Mszanie Dolnej miał się dokonać już we wrześniu 1939 r. Akta IPN BU 2448/453 zawierają zeznania Jana Krupińskiego, wójta gminy Mszana Dolna, mówiące o rozstrzelaniu na Zarabiu, obok rzeki Raby ok. 20 Żydów przywiezionych przez Werhmacht ciężarówką od strony Rabki. Płytko zakopane w miejscu zbrodni Ofiary, mieli nocą wydobyć miejscowi Żydzi i pochować na cmentarzu żydowskim przy ul. Zakopiańskiej (wówczas jeszcze nie mieli zakazu przemieszczania się). W 2019 r. wraz z Fundacją „Zapomniane” upamiętniliśmy drewnianą macewą na cmentarzu żydowskim m.in. te bezimienne Ofiary. W przyszłości podejmiemy starania o trwalsze oznaczenie.

Życie Żydów pod okupacją niemiecką. Samopomoc Żydowska

Wstrząsający obraz życia Żydów podczas okupacji wyłania się z korespondencji miejscowej Samopomocy Żydowskiej z centralą w Krakowie. Głód, zimno, choroby, brak odzieży, ogrzewania, coraz surowsze restrykcje opisywane są w raportach przestawiających wysiłki grupy społeczników, by choć minimalnie pomóc, zwłaszcza dzieciom, osobom starszym i przesiedleńcom. Sytuację ludności żydowskiej pogarszało jeszcze przybycie wysiedleńców z Krakowa, Łodzi (aż 161 osób), Zembrzyc i wielu innych miejsc, których także trzeba było wyżywić i wspomóc. Dokument Judenratu mówi o aż 600 uchodźcach przy 782 stałych przedwojennych żydowskich mieszkańcach Mszany. Niemcy nadto zorganizowali w pobliskiej Porębie Wielkiej obóz pracy dla ok. 50 osób, kosztami utrzymania więźniów obciążając mszański Judenrat. Działania Samopomocy zasługują na szersze opracowanie, tu wspomnimy jedynie, że szczególnie zaangażowani byli: Bezazel Leinkram i jego żona Sara, Samuel Weissberger z córkami Lusią i Lolą, Dawid Langsam, Aron Traurig, Marcus Aron Steiner, Kasiel Altkorn, Wanda Gutter, Jakub Majer Mandel, Wilhelm Glucksman, Moses Zuckerman, Joachim Landau, Moritz Stamberger, Salomon Fridlich, Eleonora Ungier, Aron Frey, Baruch Fischgrund, Irena Weissman, Dagobert Mauchauf (przesiedlony z Wiednia, a potem Krakowa; sprawował opiekę medyczną), Bronisława Balitzer, Hermina Drechsler, Iza i Łucja Stamberger, wymienione jedyne z nazwiska Jakubowiczówna, Schlachetówna i Mandelbaumówna, opiekujące się dziećmi.

Zanim doszło do aktów zbiorowych mordów w 1942 r., a także już po nich, łącznie kilkadziesiąt osób zostało zamordowanych m.in. na podwórzu Gminy (przejęty przez okupantów dom adwokata Maurycego Streimera, który zdążył uciec z rodziną na wschód), jak i innych miejscach Mszany: w parku, w sądzie, na ulicach, na prywatnych posesjach, w ruinach zniszczonej na rozkaz Niemców synagogi. Franciszek Knapczyk, którego wraz z rodziną przewaterowano do domu Langsamów, wspomina: „Na około 1-2 miesięcy przed zbiorową egzekucją córka Langsamów lat ok. 20 (garbata) została wezwana na posterunek żandarmerii niemieckiej przez funkcjonariusza Rubiego. Niezadługo powróciła do domu i zabrawszy woreczek z niewiadomą zawartością, poszła ponownie na posterunek żandarmerii. Przed restauracją Tomasza Potaczka spotkała Rubiego, któremu wręczyła ów woreczek. Ten po jego schowaniu, na miejscu, w rowie przydrożnym zastrzelił wymienioną. Rozstrzelania Żydówek miały również miejsce na podworcu domu Adwokata Streimera przy ul.Kolejowej, obecnie Nowotki (teraz o.M.Kolbego). Aleksander Kalczyński, za Eugeniuszem Furdyną podaje, że zabił ją Gelb.  Niezależnie od okoliczności, fakt zastrzelenia jest bezsporny. Niemcy i sadystyczny burmistrz nie potrzebowali wyroków, śledztw, dowodów winy; sami wymierzali natychmiastowe „kary” rozstrzeliwując nieszczęsne ofiary. Świadkiem jednej z takich scen był ok. 8-letni wówczas Józef Antosz, na którego oczach gestapowiec miał na ulicy Mszany Dolnej zastrzelić żydowskiego ojca na oczach dwóch małych synów. Podobną relację przekazała inna ówczesna mieszkanka miasta, lecz w jej wspomnieniu była to matka z dwójką dzieci. Fakt taki jednak, choć różnie zapamiętany, widocznie musiał mieć miejsce. Wspomniany gestapowiec Ruby, pojmany i sądzony po wojnie, oskarżony był także o inne zbrodnie: «Zgodnie z zarządzeniem Prokuratury Generalnej Offenburga z dnia 15 października 1970 r. [....] oskarżony jest informowany krok po kroku [....] o zeznaniach przeciwko jego osobie:

  1. Rozstrzelanie 57-letniej Anny Burdel, na rynku w Mszanie Dolnej za kradzież drewna z żydowskiego domu w Mszanie Dolnej.
  2. Rozstrzelanie Żydówki wiosną 1943 r., na dziedzińcu domu gminnego w Mszanie Dolnej.
  3. Rozstrzelanie dwóch związanych ze sobą Żydów w obecności burmistrza Gelba pod koniec sierpnia, na początku września 1942 r. na placu przed szkołą w Mszanie Dolnej, na fundamentach dawnej synagogi przy straży pożarnej.
  4. Rozstrzelanie Żyda Eliasza (Elusa) Turnera, wykonane wraz z burmistrzem Władysławem Gelbem w domu gminnym Mszany Dolnej pod koniec sierpnia 1942 roku.
  5. Rozstrzelanie dwóch żydowskich dziewcząt Hochmann w wieku 5-12 lat na dziedzińcu domu gminnego Mszany Dolnej jesienią 1942 lub latem 1943 roku.
  6. Rozstrzelanie 10 żydowskich dziewcząt, mężczyzn i kobiet z zamożnej żydowskiej rodziny Zessler na dziedzińcu domu gminnego Mszany Dolnej latem 1942 roku.
  7. Rozstrzelanie Żyda Weczera na dziedzińcu domu gminnego Mszany Dolnej.
  8. Rozstrzelanie dwóch Żydów w wieku około 35 lat, w tym Henryka Turnera, na dziedzińcu domu gminnego Mszany Dolnej..
  9. Rozstrzelanie dwóch Żydów i Żyda w stroju chłopskim w domu gminnym Mszany Dolnej w 1942 roku.
  10. Rozstrzelanie Żyda w kuźni należącej do Polaka o nazwisku Dudzyk (Dudzik)w 1942 roku.
  11. Rozstrzelanie Żyda Sztajnera u Anny Widawskiej.
  12. Rozstrzelanie członków rodziny Langsam na dziedzińcu w Mszanie Dolnej» oraz udział w zbiorowych egzekucjach w maju i sierpniu 1942 r. (Akta sprawy przeciwko Wilhemowi Ruby’emu, Offenburg, B162-20499)

Mordował także sam Gelb i zapewne inni niemieccy funkcjonariusze. Ofiary także chowano w nieoznaczonych, zbiorowych grobach na cmentarzu żydowskim i je też chcemy upamiętnić. Mszańscy Żydzi ginęli również w Nowym Sączu i Limanowej (rabin Arie Lejb Hollander, rodzina Langsamów), Tymbarku (Naftali Zins), a także Zakopanem, gdzie byli zmuszani do pracy w obozie. W Rabce zastrzelono 18-letniego Naftalego Sterna. W Rabie  Niżnej zabito grupę pracujących w kamieniołomach Żydów z Mszany Dolnej (jesień 1943 r.) „W roku 1942 zanim nastąpiła masowa egzekucja ludności żydowskiej, były aresztowania i egzekucje jej mniejszych grup lub poszczególnych osób. M.in. wiosną 1942 r. zostali aresztowani Maurycy Langsam i jego trzej synowie, wywiezieni do Nowego Sącza i tam rozstrzelani” (Franciszek Knapczyk).

Egzekucja 1. maja 1942 r.

Pierwszy akt masowej Zagłady miał miejsce na przełomie kwietnia i maja 1942 r. Pomnik postawiony w jego miejscu wymienia datę 1.05.1941 r., jest to jednak z całą pewnością pomyłka, przynajmniej co do daty rocznej. Natomiast datę dzienną 1. maja podaje kilku świadków (m.in. Aleksander Kalczyński, Henryk Zdanowski). Inni mówią o 30. kwietnia, 20. kwietnia, 4. i 11. maja. Liczba Ofiar oscyluje od 18 do 24, kilka z nich znamy z nazwiska: Aron Turner, Arie Zins, Wanda Gutter, Mania Ginsberg, Schlaechet z Dobrej, Stamberger, chłopiec o nazwisku Weber, syn rabina, który miał zostać zakopany żywcem, niecelny strzał zranił go bowiem tylko w nogę.

Różne są także podawane przyczyny tego zamordowania w tzw. Olszynach, na Aderówce (pola należące do żydowskiej rodziny Aderów, właścicieli fabryki mebli) grupy młodych osób pochodzenia żydowskiego. Jedni świadkowie piszą o sabotażu, inni o niestawieniu się do przymusowej pracy. Natomiast Aleksander Kalczyński twierdzi, że byli to członkowie tzw. Warty Żydowskiej czyli formacji porządkowej, powołanej w getcie przez Niemców dla łatwiejszego ściągania kontrybucji, utrzymywania porządku itp. „Gelb przy Gminie Żydowskiej zorganizował „wartę żydowską”. Składała się ona z wielu byłych wojskowych. Celem jej było m.in. egzekwowanie na opornych współziomkach kontrybucji nakładanych przez Gelba lub gestapo. Dudek Langsam, potem Aron Turner chwaląc się wojskowym wyglądem warty żydowskiej niejednokrotnie oświadczał, że jak zajdzie potrzeba, to chłopcy będą walczyć. Wiadomo było, że broń kupowali od Niemców, sporo też mieli sprzed wojny. Niestety całą tę grupę Niemcy podstępnie zwabili pod pozorem budowy baraków i rozstrzelali na miejscu zbiórki (w miejscu zwanym Leszczyna, Cegielnia). Zginęły 22 osoby. Stało się to 1 maja 1942 roku. Tylko jednemu z nich udało się zbiec – Landowi Wetzerowi, nauczycielowi z Krakowa. Niestety i tego po kilku dniach schwytano i rozstrzelano (chłopi skutego łańcuchami oddali żandarmerii). Likwidacja najenergiczniejszych osłabiła wolę walki u reszty. Do dziś nie wiadomo czy gestapo wykryło organizację żydowską, czy zadziałało profilaktycznie ze strachu przed byłymi wojskowymi”. A.Kalczyński op.cit.

Z kolei Abraham Borger zeznaje: „Spod ściany tej uciekł niejaki Chaim Landau oraz dwaj inni. Po trzech dniach ich schwytali hitlerowcy. Jeden z nich został prawie żywcem pogrzebany. Był to szesnastoletni chłopiec nazwiskiem Weber, syn rabina. Własny jego ojciec musiał go pogrzebać, bo był wśród tych, którzy kopali groby. Chłopiec krzyczał: „Tate, ich lejb!” Był tylko postrzelony w nogę”. Tak zeznał 15. marca 1969 r. w Kfar Chasidim, natomiast wcześniej, jeszcze w Polsce, w 1946 r.: „24 kwietnia 1942 zarządzoną ogólną rejestrację mężczyzn i kobiet do pracy. Tych, którzy się nie zgłosili oraz takich, którzy rzekomo nie wypełniali normy, zabrali Niemcy w liczbie ok. 30 osób. Dwie osoby uciekły, dwie kobiety zwolnili, a 22 mężczyzn i 2 młode kobiety wyprowadzono w pobliże dworu i na miejscu rozstrzelano. Między tymi byli: Mania Ginsberg lat 25 z Zembrzyc, Wanda Gutterówna 21 lat z Krakowa, Aron Schwitzer, 31 lat z Zembrzyc, Dagobert Machauf z Krakowa lat 36-8, Weber z Mszany Dolnej, lat 15 (chłopak żył jeszcze, a gestapowcy stali nad ojcem i zmuszali go, by przysypał. Chłopak krzyczał: Tate, schütt mich niszt zu!), Schlachet z Dobrej około 40 lat, Moses Aron Turner z Mszany Dolnej, lat około 40.   Gdy zabrakło kul do strzelania tych ofiar, dyrektor firmy Warhanek, Dubowy, w którego pobliżu odbywała się egzekucja, przyniósł swoją strzelbę z nabojami”.

Po wojnie, w 1956 r., postawiono na miejscu zbrodni niewielki pomnik z informacją o dacie (błędna roczna) i ilości Ofiar (22, także nieściśle), a w 2012 r. tablicę informacyjną przy ul.Ogrodowej

Mordy pomiędzy dwoma zbiorowymi egzekucjami

Abraham Boreger 19.IV.1946 zeznaje: „W maju 1942 r. zastrzelono Helblumową z Krakowa, lat 30, Herzową  z Mszany Dolnej. Te dwie kobiety sam pochowałem, tak jak były rozstrzelane, w ubraniach. Niespełna miesiąc później zabrano starszego obywatela Laupmana wraz z synami i wywieziono do Nowego Sącza na gestapo i tam ich zgładzono” (tu A.Borger, jako osoba spoza Mszany Dolnej, myli się – chodzi o rodzinę Langsamów: Maurycego z synami) „Wszystko to było dowolne, bez podstawy, bez przewinienia ze strony ofiar. Brata Laupmana (Langsama), żonę i córkę zastrzelono w następnych dniach w Mszanie Dolnej”. Podobnie opisuje w swoich wspomnieniach Aleksander Kalczyński: „Wójt Dudek Langsam niedługo też został aresztowany i zastrzelony, dlatego że przechowywał bez zameldowania właścicielkę sklepu „Delka – obuwie” z Krakowa. Niewiasta ta w szoku nerwowym pobiegła do gminy krzycząc głośno. Obiecywała Gelbowi worek brylantów za uratowanie jej życia. Gelb ją uspokajał i kazał prowadzić się na miejsce przechowywanych brylantów. Właścicielka wskazała budę psa na podwórku Langsama, pod którą były ukryte brylanty. Siostra Dudka na widok tego rabunku zwymyślała Gelba i jego pomocników, za co natychmiast ją związano i poprowadzono w kierunku urzędu gminnego. Po drodze w parku hrabiny Krasińskiej Gelb zastrzelił ją i właścicielkę Delki (według relacji Gienka Furdyny)”. Zwłoki kilku zastrzelonych Żydówek, leżące we krwi wśród kwiatów w ogrodzie gminy, widziała w lipcu 1942 r. aktorka Danuta Szaflarska.

 

Zbiorowa egzekucja Żydów na Pańskim 19.08.1942 r.

Najtragiczniejszy – zarówno pod względem ilości Ofiar, jak okrucieństwa oprawców – akt Zagłady w Mszanie Dolnej dokonał się 19.08.1942 r. „Mijały ciężkie dni życia okupacyjnego, ogromnego napięcia, aż nieodwołalnie nadszedł dzień zagłady mszańskich Żydów. Stało się to 19. sierpnia 1942 roku. Nieszczęsnego dnia Gelb nakazał wszystkim Żydom zdolnym do pracy, a także chorym i dzieciom zebrać się na placu w Olszynach. Tam czekało na nich gestapo z Nowego Sącza z Hamanem na czele oraz paru policjantów granatowych. Wszystkim zebranym na placu kazali położyć się twarzą do ziemi, następnie odliczyć do pięćdziesięciu. Z każdej pięćdziesiątki wybierano po kilku zdolnych do pracy, resztę w szeregu popędzono na wzgórze zwane „Pańskim”. Zdrowi musieli nieść chorych i niemowlęta. Na wzgórzu w potoku od paru dni był przygotowany olbrzymi dół – grób. Po przypędzeniu grupy nad wykopaną jamę kazano im się rozebrać i wówczas jeden z gestapowców po kolei nad dołem strzelał im w tył głowy. Siostry Weissenbergerówne i stary Frey stawiali opór. Pomocnicy katów „junacy” (niestety Polacy) dowlekli ich nad brzeg dołu. W tej masakrze zamordowano także parę rodzin katolickich pochodzenia żydowskiego m.in. inżyniera Emila Rosenstocka, któremu Gelb przyrzekł, że nic mu się złego nie stanie o ile przyjdzie na plac zbiórki. Tak samo obiecywał Annie Śliwińskiej, Gottliebowi z żoną i ich dwojgu małym dzieciom. Przy życiu po selekcji zostawiono grupę roboczą złożoną z 130 młodych, zdrowych ludzi. W późniejszym czasie i tych rozstrzelano względnie wywieziono do obozów zagłady. Z tej grupy uratował się tylko inż. Leo Gatterer, który przeżył Oświęcim i inne obozy (tu Kalczyński się myli, przeżyło kilku, on jednak sam już w tym czasie był aresztowany przez gestapo i nie znał wszystkich okoliczności) Wieczorem w restauracji urządzono zabawę dla morderców-esesmanów. Ściągnięto kilka młodych dziewcząt z miasta do obsługi i tańca. Obywatel mszański K. wygłosił mowę dziękując esesmanom za ostateczne zlikwidowanie Żydów w Mszanie. Na ścianie w lokalu widniał napis „Mszana wolna od Żydów”. Jednak kilku Żydów uciekło w góry (jeden z nich został schwytany i doprowadzony do żandarmerii). Z pogromu cudownym przypadkiem uratowało się również troje małych dzieci. Wykopały sobie norę w lesie na Starych Wierchach i w tym schronie mieszkały. Jakiś zwyrodnialec wywlókł je ze schowka i zastrzelił, usprawiedliwiając się tym, że przez nie mogły ucierpieć pobliskie osiedla, gdzie je żywiono. Było również i tak, że z narażeniem życia paru gazdów przechowywało Żydów przez kilka miesięcy lub do końca wojny. Byli wśród nich Kasper Zapała z Lubomierza, Władek Wacławik (pomyłka w imieniu: był to Józef Wacławik z żoną Stefanią – piszemy o nich w rozdziale o Sprawiedliwych), Fredek Wcisło i inni.” A.Kalczyński. Tym, którzy ocaleli z masakry poświęcimy osobny rozdział.

Świadków i relacji o tym potwornym mordzie mamy sporo: Żydów pędzonych na miejsce zbrodni widziało wiele osób. Z okolicznych pagórków (Grunwald, Kocia Górka) grupy mieszkańców obserwowały jej przebieg. Jednak najbardziej wartościowe i przejmujące są relacje bezpośrednich świadków: ocalonych, którzy musieli patrzeć na poniżenie i śmierć swoich bliskich  oraz osób wezwanych na miejsce mordu. Do wspomnianych świadków należą: Henryk Zdanowski, Józef Stachura, Józef Bieniek, Franciszek Płoskonka, Franciszek Knapczyk, Władysław Śliwiński, Władysław Wcisło, Ludwik Kaczmarczyk, Krawczyński i inni. Ocaleni z masakry, którzy przeżyli i złożyli relacje to: Abraham Borger (na Pańskim zabito jego rodziców i brata), Moses Aftergutt (patrzył na śmierć rodziców i rodzeństwa),  Leo Gatterer – podobnie jak jego kuzyn, Aftergutt, Józef Friedman,  Hirsch Mastbaum, później zabity Chaskiel Buchsbaum i ocalony przez mszańskich Sprawiedliwych Mosze Jered. Te tragiczne wydarzenia opisuje też pochodzący z Mszany Dolnej Józef Szczypka w powieści „Dwa tysiące z hakiem”. Istnieją także inne pozycje, w których egzekucja i jej okoliczności są wspominane, m.in. p.Władysławy Torońskiej, zd. Szkudlarek czy wydania lokalne.

Hirsch Mastbaum zeznawał:„ Dzień przed egzekucją Żydów w Olszynach koło Mszany Dolnej rozdano wszystkim po dwa bochenki chleba i trochę marmolady, rzekomo na podróżna Wołyń , gdzie mieli być wywiezieni na roboty. Kazali im też, by na stole zostawili u siebie w domu kartki z wykazem wszystkich sprzętów pozostawionych oraz klucze od mieszkania .” (zeznanie z dnia 23 stycznia 1946 roku, Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie). „ Przed egzekucją musiały ofiary wykonywać gimnastykę po to, by wykazać ile mają siły. Najsilniejszych pozostawiono wtedy do pracy. Prócz tych zostawili jeszcze dziesięciu Żydów , którzy musieli sortować odzież zamordowanych. Z pośród owych dziesięciu uratował się jeden chłopiec Józef Goldberger z Mszany Dolnej, który potem zginął;, znalazł on gdzieś między ubraniami wykaz wszystkich Żydów z 15 czerwca , którzy wtedy zamieszkiwali w Mszanie Dolnej."

Józef Friedmann, inny ocalony, po wojnie zeznawał: „Rozstrzeliwali dwaj Niemcy, przy znacznej eskorcie, z automatów, pojedynczo każdego. Ofiary musiały wcześniej rozebrać się do naga. Kobiety, dziewczęta, mężczyźni i dzieci. Pierwszy Niemiec zastrzelił 200 osób, a gdy nie mógł zastąpił go drugi, który zastrzelił resztę, 700 osób. Działo się to w obecności szefa gestapo z Sącza i burmistrza Mszany Władysława Gelba." Ci, którzy wówczas zabijali to Johann Gorka, folksdojcz, Ślązak Jan Górka oraz Günter Labitzki, szofer szefa gestapo z Nowego Sącza.

Istnieją też zapiski skądinąd ważnego dla historii Mszany etnografa, Sebastiana Flizaka, które znajdują się w Archiwum Fundacji Czynu Niepodległościowego „Sowiniec” w Krakowie, jednak wydają się nie do końca wiarygodne – pisane wiele lat po rzeczonych wydarzeniach, w 1967 r., przedstawiają w niektórych fragmentach dość fantastyczne epizody, jakoby np. naga, młoda Żydówka poprosiła oprawców o papierosa, a po jego wypaleniu spokojnie oświadczały, że teraz jest do dyspozycji. Podobnie niewiarygodnie wygląda opis także kompletnie nagiego Maurycego Gottlieba, takoż palącego papierosa i „spokojnie” czekającego na obiecane ocalenie, tuż po śmierci żony i maleńkiej córeczki. Jest to raczej zapis stanu pamięci 25 lat później, niż faktyczny opis zbrodni.

Przebieg zbrodni

Opisy tego tragicznego wydarzenia czasem różnią się w szczegółach – na przykład co do liczebności grup prowadzonych na miejsce rozstrzelań, osób stawiających opór wobec zbrodniarzy, uciekinierów, co jest zjawiskiem naturalnym. Wszystkie jednak łączy opis najważniejszych faktów:

  • Nakaz przygotowania listy wszystkich Żydów przebywających na terenie Mszany Dolnej 15.06.1942 r. przez Judenrat – ta lista posłużyła potem mordercom, ale też ułatwiła identyfikację Ofiar i uwzględnienie tych, którzy na niej się znaleźli, ale nie zginęli tego dnia
  • Rozpuszczenie przez Niemców jakiś czas przed „akcją” informacji o przesiedleniu ludności żydowskiej do pracy na Wołyń, dla budowy dróg dojazdowych na front. Jeden ze swiadków wspomina, że Niemcy kazali gminie żydowskiej zapłacić za ów "transport"
  • Wydanie rozporządzenia o przygotowaniu do podróży: każdy mógł zabrać do 10 kg najpotrzebniejszych rzeczy, rodziny miały przygotować klucze do mieszkań z wpisanymi danymi i adresem; rozdanie chleba i marmolady „na drogę”
  • W przeddzień egzekucji wezwano grupę młodych mężczyzn do pracy przy kopaniu 2 wielkich dołów (22x10 m) na „Pańskim” – pracowali w nocy, zabroniono im o tym komukolwiek mówić. W innej relacji jest mowa o plutonie „Baudienstu”, który miał przybyć do kopania
  • 19.08.1942 r. wcześnie rano wszyscy Żydzi mieli się zgłosić na plac w Olszynach, a pozostałym mieszkańcom zabroniono wychodzić z domów
  • Na tymże placu odbyła się wstępna segregacja – oddzielono grupę ok. 100-150 mężczyzn do pracy i dalsze 10 osób do „porządkowania mienia” po zamordowanych
  • Do pojedynczych mordów doszło już na placu zbiórki, wobec osób zwracających się do katów o ocalenie (m.in. Eugenia Wieder – na oczach 8-letniej córeczki Lilki, będąca w 9. miesiącu ciąży Anna Śliwińska, próbujący ucieczki kupiec Kleinman) lub ociągających się w wykonywaniu rozkazów
  • Następnie formowano grupy idące na rozstrzelanie – wg różnych świadków od 50 do 100 osób i prowadzono na wzgórze „Pańskie”, gdzie w pobliżu 2 dębów, w obniżeniu terenu dokonywała się zbrodnia
  • W odległości ok. 50 m od wykopanych dołów zmuszano Ofiary do rozebrania się i nago pędzono nad dół, na deskę. Strzelano z karabinów w tył głowy. Mordu dokonywać miało na zmianę dwóch gestapowców: Gorka i Labitzki, obecny był szef gestapo z Nowego Sącza Heinrch Hamann i burmistrz Gelb
  • Małe dzieci wyrywano matkom i wrzucano żywcem między trupy, zabijano kamieniem, kopniakiem, roztrzaskując o ziemię
  • Kolejne warstwy mordercy ugniatali butami, jeździły po nich ciężarowe samochody
  • Kilka ciężarówek stało z zapuszczonymi motorami, by głuszyć krzyki mordowanych i odgłosy strzałów
  • Starcy i chorzy (m.in. Samuel Weissberger, którego widział Henryk Zdanowski) dowożeni byli na wzgórze furmankami – do stawienia się z nimi zmuszono tutejszą ludność (m.in. Józef Stachura)
  • Pojedyncze osoby próbowały stawiać opór: Lusia i Lola Weissberger oraz stary Frey – wg wspomnień Kalczyńskiego, matki, którym wyrywano dzieci, Inka wg Mieczysława Daszkiewicza; osoby te były siłą doprowadzane przez „Junaków” z Baudienstu i miejscową granatową policję i mordowane
  • W noc przed egzekucją powiesiły się Anna i Maria Werejbejczyk, żona i córka lwowskiego adwokata. Pochowano je na cmentarzu żydowskim
  • Egzekucja trwała od rana do godzin popołudniowych; świadkowie podają godz. od 8 do 14-17
  • Na miejscu rabowano wszelki majątek Ofiar, biżuterię, złote zęby, pieniądze, specjalna ekipa przeszukiwała odzież i pozostawione bagaże. Miało zostać zebranych kilka walizek kosztowności – kaci chwalili się nimi po egzekucji, w restauracji Tomasza Potaczka, gdzie urządzili popijawę. Odbywała się pod hasłem „Mszana Dolna wolna od Żydów” – takie hasło zawiesić mieli miejscowi volksdojcze (świadectwa m.in. Władysławy Torońskiej zd. Szkudlarek, A.Kalczyńskiego, M.Daszkiewicza, S.Flizaka)
  • Kaci posługiwali się listą sporządzoną 15.06.1942 przez Judenrat. W trakcie egzekucji pili wódkę, pijanym udało się kopię listy wykraść – zrobił to Józef Goldberger, oddzielony do „porządkowania mienia”, przekazał ją Eugeniuszowi Furdynie, mieszkańcowi Mszany, dzięki temu znamy personalia Ofiar
  • Lista zawierała 1029 nazwisk, jednak Ofiar tego dnia miało być 881. Oddzieleni do dalszych prac, zabici wcześniej/później/w innym miejscu oraz nieliczni ocaleni zostali odznaczeni na niej w 1946 r. gdy do Mszany wrócił Kuba Weissberger i wraz ze świadkami dokonał jej weryfikacji
  • W tej egzekucji zginęło kilka osób pochodzenia żydowskiego, które były ochrzczone na długo przed II wojną światową. Nie ocaliło im to jednak życia, dla III Rzeszy pozostali Żydami. To inż. Emil Rosenstock (który jednak ocalił jedyną córkę, Nusię – więcej w zakładce Historie), rodzina Gottliebów: Maurycy i Helena z niespełna 2,5 roczną Marją-Karinką (tamże), 14-letnia Anitka Sperber, Marja Beres z córkami: 15-letną Marysią i 11-letnią Krysią. Według jednego ze świadków, dzień przed egzekucją miał przyjąć chrzest adwokat Goldblatt z Krakowa (z rąk Wincentego Naweśniaka, wg zapisków S.Flizaka) – nie miało to jednak być próbą ocalenia, a duchową potrzebą, po której miał rzekomo spokojnie iść na śmierć
  • Jakub Weissberger sprzedał rodzinny majątek, wykupił teren zbiorowych mogił, zaprojektował i ufundował pomnik na miejscu zbrodni. Dokument z archiwum Yad Vaszem podaje: We wrześniu 1946 r. Jakub Weissberger, syn Samuela, nabył miejsce gdzie znajduje się masowy grób i wystawił na nim pomnik. Pomnik ten został wystawiony w cemencie według własnego projektu Jakuba przez majstra Pitalę, a nadzorował budowę sędzia Dr.Kisiel w imieniu nieobecnych żałobników siedem brzóz zostało zasadzonych dookoła pomnika, a miejsce zostało ogrodzone płotem. Na pomniku został wyryty napis: „Tu leży 881 Ofiar Padli z rąk zbirów hitlerowskich 19.08.1942 4. Wieczna pamięć poległym! 6 elul 5702”
  • Miejscowa ludność, ale też zbrodniarze (Ruby zeznając przed sądem) mówią o potwornym fetorze rozkładających się w upale zakrwawionych ciał – z obawy przed zarazą hitlerowcy kazali przesypywać zbiorowe mogiły wapnem i piaskiem

 

Następnego dnia po owej zbrodni, 20.08.1942 r. w budynku sądu został zastrzelony 12-letni Chaim Schmidt, syn ostatniego przewodniczącego Judenratu, Arie/Henryka Szchmidta. Nie wiemy, czy ojciec lub on sam próbował się ukryć i został wydany, czy może pełnił rolę swoistego zakładnika. Pochowany został prawdopodobnie na cmentarzu żydowskim. Jego ojciec przeżył egzekucję, choć „zbity i skrwawiony” miał pilnować rabowanego mienia (S.Flizak). Ze wspomnień sąsiada, Stanisława Łabuza wiemy, że żył jeszcze jesienią – z kamieniołomów miał przez kierowcę przekazać pozdrowienia mieszkańcom osiedla „Wójty”. Kiedy zginął, dokładnie nie wiadomo, jako miejsce śmierci, na liście zaznaczono „Judenrat”. O losach tej rodziny więcej w zakładce „Historie”

Według różnych, nie do końca sprawdzonych źródeł, w Mszanie Dolnej miały się odbyć jeszcze 2 inne zbiorowe egzekucje:  niejaki Walenty Rapacz zeznał po wojnie o rzekomym rozstrzelaniu jesienią 1940 r. 300 Żydów w Mszanie Dolnej. Miejsce i opis zbrodni przypominają późniejszy scenariusz z Pańskiego. Kłopot w tym, że Rapacz nie mieszkał w Mszanie, być może powtórzył relację o mordzie z 19.08.1942, myląc datę i ilość Ofiar. W zeznaniach twierdzi jednak, że był świadkiem, jak „młodzież polska wykopała duży dół, a następnie sprowadzono ilość Żydów w liczbie 300, były całe rodziny, nawet dzieci” Nie wskazuje jednak miejsca zbrodni, nie zna innych okoliczności. Mało prawdopodobne, by tak duża liczba ofiar nie została w żadnej innej relacji odnotowana.

Jeszcze jedna egzekucja losowo wybranych Żydów miała odbyć się w czerwcu 1942r., być może  na polach poniżej kościoła św.Michała. Domniemane ofiary miano nakazać grzebać rodzinom. Jej śladem jest zapis z 3.07.1942 r, który załączamy. W pamięci świadków, do których dotarliśmy, zbrodnia ta jednak się nie zapisała.

O ile pierwsza z nich wydaje się raczej na pewno kalką tej z 19.08.1942 r. – nie jest możliwe, by nie zachowały się żadne relacje na jej temat, np. w powojennych zeznaniach wójta Mszany Dolnej, Jana Krupińskiego, tej czerwcowej całkowicie nie wykluczamy – jej echa pojawiają się w dwóch miejscach, mamy jednak za mało danych, by móc z pewnością ją potwierdzić. Może też jest to inaczej zapamiętana egzekucja majowa?

O dwóch zbiorowych rozstrzelaniach w Mszanie Dolnej: na Pańskim i później, jesienią 1943 r., na oddzielonych do pracy w kamieniołomach mężczyznach,  mówił w swoich zeznaniach sam kat Sądecczyzny, Heinrich Hamman. On zresztą rzeczywiście nie uczestniczył w mordzie przy Ogrodowej: W sumie były dwa rozstrzelania. Jedno miało miejsce podczas „wielkiej akcji wysiedleńczej”, która odbyła się 19 sierpnia 1942 roku. Ok. 800-900 Żydów, czyli cała społeczność żydowska Mszany Dolnej, została rozstrzelana. Żydzi zgromadzili się na placu Olszyny, na peryferiach Mszany Dolnej, następnie w grupach doprowadzano ich do miejsca egzekucji, które znajdowało się ok. 150 metrów wyżej. Polscy policjanci z posterunku w Mszanie Dolnej zaangażowani byli wyłącznie w celu utworzenia kordonu bezpieczeństwa w miejscu zgromadzenia.” (Zeznanie Heinricha Hamanna w więzieniu w Munster, 6 grudnia 1972 r.)

Bilans zbrodni

W wyniku powyższych zbrodni zamordowanych zostało ponad tysiąc obywateli Mszany Dolnej, okolic i przesiedleńców z innych miast, a żydowska społeczność Mszany przestała istnieć. Przeżyły pojedyncze osoby/rodziny, które jednak nie zdecydowały się na ponowne zamieszkanie w naszym mieście. W Mszanie Dolnej w wyniku Zagłady zginęli także Żydzi z Krakowa, Łodzi, Zembrzyc, Dobrej, Raby Wyżnej, Skrzydlnej, Tymbarku i okolicznych wiosek. Także newielka społeczność Romów mieszkająca w mieście nad potokiem Ściborów została deportowana do Auschwitz i wymordowana. 

Według ustaleń CŻKH, ogółem w wyniku akcji „wysiedleńczej” w Mszanie Dolnej śmierć poniosło 1019 Żydów (na podstawie: Elżbieta Rączy, Zagłada Żydów w dystrykcie krakowskim w latach 1939-1946, Rzeszów 2014)

 

Kaci mszańskich Żydów

Heinrich Hamman – szef SS w Nowym Sączu, po wojnie zbiegł i ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem w Niemczech. Aresztowany w 1960 r., sądzony, skazany na karę dożywocia – udowodniono mu co najmniej 77 morderstw. Kat Sądecczyzny nie spędził jednak reszty życia w więzieniu. Wyszedł z niego w połowie lat 80. „z uwagi na podeszły wiek i stan zdrowia”. Ostatnich siedem lat życia spędził w domu spokojnej starości w uzdrowisku Bad Neuenahr, gdzie zmarł 16. kwietnia 1993 roku.

 Władysław Gelb -  reichsdeutsch, okupacyjny burmistrz Mszany Dolnej (od XI 1939 r.) z niemieckiego nadania. Po awanturze, w jaką się wdał jesienią 1943, zastrzeliwszy Niemca Wencla, uciekł z Mszany i ślad po nim zaginął. Jedna wersja mówi o przedostaniu się do Wilna, a tam – po zdekonspirowaniu, dalszej ucieczce, inne o zastrzeleniu przez partyzantów w pobliskiej Kasince Małej

Günter Labitzky- kolejna osoba o prawdopodobnych polskich korzeniach, jeden ze świadków określił go jak Łubieńskiego, miał pochodzić z Berlina, morderca z Pańskiego. Skazany na 10 lat więzienia

Johann Gorka –  volksdeutsch o śląskich korzeniach jeden z morderców z Pańskiego, aresztowany i sądzony zaprzeczał udziałowi w zbrodni, zrzucając winę na innych funkcjonariuszy (pod zeznaniami podpisywał się polskim nazwiskiem Jan Górka, twierdził, że tylko rekwirował pieniądze i kosztowności oraz odzież Ofiarom). Powiesił się w więzieniu

Paul Denk – gestapowiec uczestniczący w wielu „akcjach” skazany na karę 4,5 oku więzienia

W zbrodniach na mszańskich Żydach uczestniczyli też Egbert Brock,  Józef Romenholf, Fechner i inni oraz wspomniany wcześniej Wilhelm Ruby.

Zbrodniarze z okręgu Nowego Sącza sądzeni byli przez sąd w Bochum. Ustawodawstwo niemieckie (wówczas NRF) nie przewidywało kary śmierci, zaś za pomocnictwo w zabójstwie kary były stosunkowo niskie, ok. 5 lat. Stąd też nieadekwatne do popełnionych zbrodni wyroki.

Na osobne omówienie zasługuje udział granatowej policji w zbrodniach niemieckich.