Mszana Dolna - przedwojenne letnisko. Ostatnie wakacje podopiecznych "krakowskiego Korczaka"

„Gdy się przechodziło w tym czasie ulicami pachniało lasem, żywicą. Te zapachy były, prócz gór i rzeki, doskonałą reklamą. Toteż w lecie mieliśmy pełno letników z całej Polski, a w szczególności z Warszawy” – pisał we wspomnieniach o przedwojennej Mszanie Dolnej  Aleksander Kalczyński

W tamtych czasach Mszana, była chyba nawet w większym stopniu niż obecnie, znanym centrum wypoczynkowym. Zjeżdżali tu licznie wczasowicze, także zza granicy. Dla niektórych z nich te doświadczenia stały się w przyszłości niespodziewanym ratunkiem. Dla innych to pięknie położone u stóp gór, miasteczko, okazało się złudną obietnicą bezpieczeństwa. Wielu swoje ostatnie w życiu wakacje, spędziło właśnie tu, u podnóży Lubogoszcza, Szczebla, Lubonia. Tak jak grupa dzieci z Żydowskiego Domu Sierot w Krakowie, ze swoimi opiekunami, którzy w chwili próby nie opuścili podopiecznych i – jak Korczak i wielu innych – poszli z nimi na śmierć. Ich ostatnia fotografia utrwaliła sierpniowe kolonie 1939 r. w Mszanie Dolnej.

Kolejne wydarzenie w ramach projektu „Opowieść o dwukulturowej, przedwojennej Mszanie Dolnej” Fundacji Sztetl Mszana Dolna, które odbyło się 8.08.2025, było zatem podróżą zarówno przez beztroski świat sielskich wakacji, jak też mroki okupacyjne i skomplikowane ludzkie losy. Mszanę Dolną odwiedzało przed i po wojnie wielu znanych, jak Stanisław Pagaczewski, Lech Ordon, ks. Zaleski-Isakowicz, czy Wisława Szymborska, z gronem profesorów UJ.

Byli także tacy, którzy – dzięki wakacyjnym doświadczeniom i kontaktom – ocalili w Zagładzie życie. Jak jedyny pozostały z dużej, krakowskiej rodziny Isralelrów, Steve, który jako kilkulatek, pomagając mszańskiemu piekarzowi w rozwożeniu pieczywa po okolicy, nauczył się oporządzać konie, co uratowało mu życie w tarnowskim getcie, czy Nusia Rosenstock, ocalona przez bywalca willi „Stacha” na Obłazach, krakowskiego prof. Mikołaja Kaszyczkę.

Podczas spotkania zaprezentowano także uroki Mszany Dolnej – zarówno na podstawie zbioru przedwojennych pocztówek Jarosława Zonia, jak aktualnych fotografii naszej Fundacji.

Na koniec, jak zawsze, podzieliliśmy się piątkową chałką i zapaliliśmy świece pamięci dla dawnych, przedwojennych mieszkańców naszego miasta, a potem, przy letniej lemoniadzie, długo jeszcze rozmawialiśmy o tym, co prezentacja w nas poruszyła.